Do naszej redakcji zgłosił się ojciec dziecka, zaniepokojony poziomem obsługi w przychodni rejonowej przy ulicy Wojska Polskiego w Słupsku. Podczas wizyty pediatra w karcie zdrowia miał wpisać wyniki badań, których nie przeprowadził.
W styczniu pan Błażej wraz z żoną udali się z dwumiesięcznym dzieckiem na pierwszą kontrolną wizytę u pediatry w przychodni przy ulicy Wojska Polskiego. Lekarz miała przeprowadzić szereg badań potwierdzających stan zdrowia niemowlęcia oraz wykonać szczepienie. Jednak, jak twierdzą rodzice, przeprowadzono tylko niektóre z nich, ale już w karcie zdrowia dziecka znalazły się wyniki wszystkich badań. Ojciec czuje się oszukany i jest zdania, że takie zachowanie mogłoby narazić na szwank zdrowie jego dziecka.
– Postanowiłem zapoznać się z tym, co pani pediatra wpisała w książeczkę zdrowia dziecka – mówi
Błażej Ziółkowski. – Punkt ósmy zobowiązuje pediatrę do przeprowadzenia testu w kierunku wnętrostwa, prościej rzecz ujmując, chodzi o to, że pediatra ma obowiązek sprawdzić, czy jądra dwumiesięcznego dziecka znajdują się w odpowiednim miejscu. W rubryce zostało zaznaczone, że wszystko jest w porządku, tylko najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że dziecku nie została zdjęta pielucha, a badanie przeprowadza się tylko i wyłącznie wtedy, kiedy tę pieluchę się zdejmuje. Bo to tak, jakby poszedł pan do kardiologa, bo czułby pan, że niedobrze jest z pana sercem, a on spojrzałby na pana i próbował ocenić stan pana zdrowia przez kurtkę, sweter czy koszulkę. To jest raczej niemożliwe.
Z powodu obostrzeń do gabinetu lekarskiego weszła tylko matka z dzieckiem. Kiedy po zakończeniu wizyty rodzice zaczęli dopytywać o powody niewykonanego badania, spotkali się z niemiłą reakcją personelu. Zupełnie inaczej sytuację przedstawia dyrekcja SPMZOZ, która zarządza przychodnią.
– W czasie badania dziecka obecna była wyłącznie mama. Mama nie stała przy dziecku w trakcie badania lekarskiego, dlatego że zgubiła szczepionkę dla dziecka, z którą przyszła do pani doktor. W międzyczasie zrobiło się zamieszanie, bo pani stwierdziła, że oddała zastrzyk pielęgniarce, przy czym pielęgniarka temu zaprzeczyła, a mama szukała tej szczepionki w rzeczach dziecka, w swoich rzeczach, w efekcie znalazła ją we własnej torebce – mówi Violetta Karwalska, dyrektorka SPMZOZ. – Niech to będzie obrazem tego, jak ta wizyta wyglądała i jakie to są rzeczowe argumenty rodzica w tej sprawie. I tyle komentarza z mojej strony. Do pani doktor, która pracuje u nas od 29 lat, nie było do tej pory żadnych zastrzeżeń. Pani doktor ma zaopcjowanych prawie 2 tysiące dzieci, nigdy nie było na nią skargi. Postrzegam ją jako bardzo rzetelnego lekarza i w mojej ocenia absolutnie taka sytuacja nie miała miejsca.
Pan Błażej wysłał już pismo do kierownictwa przychodni z skargą dotyczącą zachowania pediatry. Violetta Karwalska poinformowała nas, że niedługo powinien otrzymać oficjalną odpowiedź. (opr. jwb)
Dyskusja5 komentarzy
A teraz to zniesławiony lekarz powinien spotkać się z Wielmożnym Państwem w Sądzie . Przykro, że tak młode osoby mają zero szacunku do personelu medycznego w tych trudnych czasach…
Brawo
Po przesłuchaniu wypowiedzi Pani dyrektor, zastanawiam się, dlaczego nie odniosła się do głównego problemu wspomnianej wizyty, czyli niewykonanego badania, którego wynik został wpisany w książeczkę zdrowia. Czyżby brak argumentów do obronny pracownika, który poprzez pośpiech zaniechał swoich obowiązków? Wspomina Pani o zamieszaniu ze szczepionką. Otóż proszę Pani, ja nie poruszyłem tego wątku mojej wizyty w poradni, ponieważ ta sytuacja była jednym wielkim nieporozumieniem wynikającym ze zdenerwowania rodziców pierwszą wizytą z dzieckiem i fatalną komunikacją podległego Pani personelu. To była błahostka w porównaniu z niedopełnieniem obowiązków Pani pracownika. Skoro jednak używa Pani tej sytuacji do obrony, to pozwolę sobie napisać, jaki naprawdę miała ona przebieg. Po przyjściu do poradni pani pielęgniarka kazała wyciągnąć szczepionkę z torebki termicznej i zanieść szczepionkę do gabinetu szczepień. Sytuacja miała miejsce na korytarzu. Pani z gabinetu szczepień nie wzięła ode mnie szczepionki i kazała czekać na korytarzu. W tym momencie Pani pielęgniarka poprosiła mnie o opuszczenie budynku ze względu na ograniczenia liczby osób, jakie mogą przebywać wewnątrz z powodu trwającej pandemii. Zanim wyszedłem na zewnątrz, szczepionkę włożyłem do torebki żony. Powinienem był ponownie włożyć szczepionkę do torebki termicznej, czego nie zrobiłem. Skąd miałem to wiedzieć? Nie znam się na tym. Wykonałem polecenie pielęgniarki – wyjąłem szczepionkę z torebki termicznej, a pielęgniarka nie powiedziała mi, że powinna ponownie się w niej znaleźć. Myślałem, że Pani z pokoju szczepień wyjdzie do mnie lub mnie zawoła, skoro minutę wcześniej kazała czekać poza gabinetem. Tymczasem musiałem opuścić budynek, a szczepionka została w torebce żony, która w całym tym zamieszaniu myślała, że oddała szczepionkę pielęgniarce. Po prostu się pomyliła, za co ja sam na koniec przeprosiłem Panią pielęgniarkę. Wykorzystuje Pani ten incydent do obrony swoich pracowników. Powtarzam: jest on efektem błędów z obu stron, do czego przed chwilą się przyznałem. Mówienie, że mama nie stała przy dziecku podczas badania jest bezczelnym kłamstwem z Pani strony. Nikt przy zdrowych zmysłach, nie zostawiłby dziecka samego w obecności tak niemiłych osób, z jakimi zetknęliśmy się podczas wizyty. Nie wierzy mi Pani? Przecież otrzymała Pani ode mnie w wiadomości mailowej komentarze innych matek na temat Pani personelu. Słowa: nieuprzejme, niemiłe i chamskie pojawiają się w nich najczęściej. Jest takie powiedzenie: tonący brzytwy się chwyta. To właśnie Pani robi, nie odnosząc się do sedna problemu – wpisania w książeczkę zdrowia wyniku badania, którego nie było. W zamian znalazła Pani temat zastępczy. Strzeliła Pani sobie w kolano. Lepiej było przeprosić. W ten sposób mogła Pani poprawić wizerunek personelu przychodni, który – jak wynika z komentarzy, które w każdej chwili mogę upublicznić – nie jest powodem do chluby. Na zakończenie dodam, że byłem dziś na kolejnym badaniu w przychodni. Tym razem ja wchodziłem z dzieckiem do gabinetów, a mama czekała na zewnątrz. Pani pediatra zdjęła dziś dziecku pieluchę podczas badania. Miałem rację twierdząc, że jest to konieczne do wykonania badania? Miałem. Wystarczy tak sobie organizować pracę, aby nie towarzyszył jej pośpiech, chaos i niepotrzebny stres. Wówczas personel nie będzie popełniał błędów, a może nawet pokusi się o sympatyczne podejście do pacjenta, tak jak to miało miejsce w dniu dzisiejszym. Pozdrawiam, życzę dużo pokory i oczywiście spokoju. Wierzę, że w niedalekiej przyszłości zastąpi zdenerwowanie, z którym z jakiegoś powodu, nie mogła sobie Pani poradzić podczas wypowiedzi.
Widać że Pan spać nie moze orzez tą jakże potworna historie. Siłownie zamknięte szkoda bo mógłby Pan sobie odreagować a tak musi Pan iść i się wyrzyc na biednej Pani doktor. Trochę luzu proszę pana dziecko zdrowe należy się cieszyć a nie szukać przygody w telewizji z wyimaginowanym problemem proponuję skupić się na opanowaniu i organizacji życia z noworotkiem. Nie wiem czy Pan sobie zdaje sprawę w jakim stresie od roku żyją lekarze i pielęgniarki?! Trochę szacunku i zrozumienia
Co za bzdury ! To nie trwa od roku tylko od wielu, wielu lat. Pycha , buta , chamstwo wśród pracowników służby ( o , przepraszam, bo się już temu towarzystwu to określenie nie podoba) jest powszechne. Wykorzystują słabość chorych i ich opiekunów , którzy nie mają wyjścia i muszą korzystać z ich usług. Nie ma usprawiedliwienia dla chamstwa, kłamstwa i niekompetencji. Po co wpisuje się badania, których się nie wykonuje ? Bo kasa !!! To jest powód takiego stanu służby zdrowia . Krętactwo i złodziejstwo. Ile by z budżetu nie poszło na ten cel, NIGDY nie będzie dobrze , bo tak się właśnie wyłudza te pieniądze.