Radny Kacper Moroz wniósł do prezydent Krystyny Danileckiej-Wojewódzkiej interpelację w sprawie wydanych przez miasto ulotek „Bezpieczny mieszkaniec Słupska”, które w styczniu trafiły do skrzynek słupszczan. W opinii radnego akcja ratusza to przykład nieefektywności wydatkowania środków publicznych, dublowania kampanii informacyjnych i niespójności działań miasta z wytycznymi obrony cywilnej. Zamiast jasnego komunikatu o braku schronów w Słupsku miejska ulotka poprzez kod QR odsyła czytelników do ogólnych stron. „Czy bezpieczeństwo jest tylko tłem dla promocji samorządu?” – pyta autor pisma.
.
Kilka tygodni temu mieszkańcy Słupska wyjęli ze swoich skrzynek pocztowych dwa materiały informacyjne na temat zagrożenia bezpieczeństwa – rządowy i samorządowy. Prace nad pierwszym, „Poradnikiem bezpieczeństwa”, prowadzone były w MON, MSWiA oraz RCB od początku ubiegłego roku i już w sierpniu można było pobrać jego elektroniczny zapis. Do wszystkich gospodarstw domowych w kraju te 54-stronicowe książeczki w postaci papierowej trafiły najpóźniej w początkach br. Cel rządowej inicjatywy – pomoc w przygotowaniu się obywateli na różnego rodzaju sytuacje kryzysowe związane np. z cyberatakami, klęskami żywiołowymi, sytuacjami militarnymi, zagrożeniami terrorystycznymi czy dezinformacją. Druga publikacja, miejska ulotka pn. „Bezpieczny mieszkaniec Słupska”, miała pomóc słupszczanom lepiej przygotować się na zdarzenia, których nie da się całkowicie przewidzieć: w co się zaopatrzyć, co zrobić, kiedy usłyszy się alarm, jakie są telefony alarmowe, ABC pierwszej pomocy. Decyzja o druku tego materiału zapadła w listopadzie ub.r.
.
Radny Kacper Moroz zwrócił się do prezydent miasta Krystyny Danileckiej-Wojewódzkiej z interpelacją w sprawie wydanej przez miasto broszurki o bezpieczeństwie. Zestawiając obie publikacje, rządową i samorządową, podkreśla, że ta druga jest „de facto streszczeniem i powieleniem informacji dostępnych w bezpłatnym materiale rządowym, takich jak instrukcje pierwszej pomocy, numery alarmowe czy opisy sygnałów syren”.
.
To zdaniem autora pisma dublowanie kampanii informacyjnej i nieefektywność wydatkowania publicznych pieniędzy. Do tego dobre rady typu „naładuj powerbank” zdadzą się na niewiele, bo w sytuacji zagrożenia bezpieczeństwa i wyłączenia sieci energetycznej mieszkańcy chcą zawczasu mieć nakreślony plan działania i wiedzę, gdzie w ich dzielnicach pojawią się agregaty prądotwórcze, dzięki którym te powerbanki mogliby ładować.
.
Jednocześnie radny dostrzega sprzeczność w działaniach zarówno MON, jak i samorządu w kwestii ogrzewania. Rządowy poradnik zaleca mieszkańcom przygotowanie „alternatywnego źródła ogrzewania, które nie działa na prąd”, tymczasem prowadzone są działania nastawione na likwidację niezależności energetycznej gospodarstw domowych. Kwituje to refleksją o fasadowością ochrony ludności, która zamiast realnych rozwiązań, oferuje obywatelom teoretyczne instrukcje i biurokratyczny chaos.
.
„Miasto Słupsk aktywnie dotuje likwidację tradycyjnych pieców, pozbawiając mieszkańców (szczególnie w mieniu komunalnym) jedynej możliwości ogrzania się w trakcie opisywanego w obu ulotkach blackoutu. Państwo i miasto z jednej strony likwidują niezależność energetyczną mieszkańców, a z drugiej – w oficjalnych broszurach – wytykają im brak przygotowania na wypadek braku prądu” – pisze radny.
.
Prezydent w odpowiedzi na pismo radnego informuje, że „na wypadek wielodniowych przerw w dostawie energii, w oparciu o miejskie jednostki oświatowe przygotowane zostaną ogólnodostępnego punkty pomocowe, dysponujące alternatywnym zasilaniem i ogrzewaniem. W stosunku do gospodarstw domowych, w których przebywają osoby ze szczególnymi potrzebami, zastosowane zostaną indywidualne rozwiązania”. Tyle że taka informacja powinna znaleźć się w ulotce i trafić do mieszkańców, ze wskazaniem adresów jednostek oświatowych.
.
W interpelacji radny Kacper Moroz porusza też kwestię odpowiedzialności prezydenta miasta za tworzenie planów schronienia i ewakuacji, przypominając, że szczegółowych informacji o lokalizacji miejsc schronienia mieszkańcy powinni szukać w ratuszu. Miejska ulotka nie podaje np. adresów słupskich schronów ani innych miejsc ukrycia. Radny ocenia, że to nieefektywne i sprzeczne z rolą informacyjną samorządu w systemie ochrony ludności. Pyta też, dlaczego wydano publiczne pieniądze na ulotkę, która ukrywa te lokalizację pod kodami QR, odsyłającymi do ogólnych stron. Prezydent miasta odpowiada: „Ponieważ na terenie miasta Słupska nie ma schronów”.
.
Dokąd więc mają kierować się słupszczanie w sytuacji zagrożenia, ile osób pomieszczą inne tymczasowe miejsca ukrycia? Gdzie ich szukać? Nie ma też np. informacji o ewentualnych lokalizacjach magazynów z żywnością, wodą, lekami i innymi materiałami niezbędnymi w sytuacjach kryzysowych. A przecież ulotka dotyczy ochrony ludności i obrony cywilnej.
.
Po więcej informacji miejska broszura odsyła do rządowego „Poradnika bezpieczeństwa”. Zaleca też pobranie aplikacji mobilnej Regionalnego Systemu Ostrzegania. Radny Kacper Moroz podsumowuje akcję informacyjną ratusza: „Zamiast stworzyć mapę miasta z naniesionymi punktami bezpieczeństwa, miasto zainwestowało w kolorowy druk logo i zdjęć ratusza nocą. Czy bezpieczeństwo jest tu tylko tłem dla promocji samorządu…?”.
.
Czterostronicowa ulotka „Bezpieczny mieszkaniec Słupska” merytorycznie i koncepcyjnie została przygotowany przez pracowników Wydziału Straży Miejskiej i Zarządzania Kryzysowego UM w Słupsku. Druk kosztował 8,6 tysiąca złotych brutto, kolportaż – prawie 10 tysięcy złotych brutto. Zadanie sfinansowano ze środków Programu ochrony ludności i obrony cywilnej na lata 2025-2026.
.
Joanna Wojciechowicz-Bednarek




