Słupszczanie zamieszkujący ulicę Małcużyńskiego od dawna zmagają się z problemem popękanych płytek i pokryw kanalizacyjnych, które pod kołami przejeżdżających samochodów dokuczliwie hałasują. Interwencje podejmowane przez mieszkańców okazują się bezskuteczne.
Mieszkańcy budynków przy ulicy Małcużyńskiego od dawna zmagają się z problemem popękanych płytek, które w wyniku ciężaru przejeżdżających samochodów obijają się o siebie i dokuczliwie hałasują. Problem nie byłby może o wiele mniejszy, gdyby ruch na tej drodze nie był duży. Lecz to właśnie poranny i popołudniowo-wieczorny ruch powoduje największy hałas.
– Walczymy już ponad pół roku, żeby te płytki poprawić – mówi Jerzy Karnicki, mieszkaniec osiedla przy Małcużyńskiego. – Okazuje się jednak, że jest to walka don Kichota z wiatrakami, bo okazuje się, że problem jest już nie w płytkach tylko w studzience. Nikt się nie przyznaje, że jest właścicielem tej studzienki i nagle między ZIM-em a spółdzielnią mieszkaniową powstała walka o uznanie własności studzienki. A nas studzienka, za przeproszeniem, nie obchodzi. Obchodzi nas stan nawierzchni, która jest po prostu fatalna.
Mieszkańcy próbowali interweniować u zarządców i władz miasta, aby doprowadzić do naprawy tego niedługiego, lecz uciążliwego kawałka drogi.
– Większość mieszkających wokół tej drogi nie może spać ani odpoczywać – żali się mieszkaniec. – Zbieraliśmy podpisy i pismo zostało złożone do sekretariatu pani prezydent. Rozmawiałem osobiście z panią prezydent, która pchnęła sprawę do ZIM-u, ale ta utknęła w papierologii i przepychance o studzienkę.
Zarząd Infrastruktury Miejskiej twierdzi że problem leży w studzience i sprawą powinna zająć się spółka Wodociągi, lecz mieszkańcy nie widzą związku między przyczyną i skutkiem.
– Studzienka jest delikatnie przytkana, więc woda wypłukuje spoiny między płytkami, jak nam w piśmie odpowiedziano. Proszę mi teraz odpowiedzieć na takie pytanie. Czy ZIM stworzył nowe prawa fizyki i woda tutaj płynie pod górę, ponieważ płytki są wypłukane powyżej studzienki na pochyłości. Więc jak to jest możliwe? Może jakieś nowe prawa? Archimedes się pewnie w grobie się przewraca, bo u nas woda wyparta płynie pod górę, a nie w dół – zastanawia się Jerzy Karnicki.
W przypadku mieszkańców osiedla przy Małcużyńskiego stosowana jest klasyczna w takich sytuacjach spychologia oraz szukanie problemu tam, gdzie go nie ma. Wystarczy naprawić i zabezpieczyć krótki odcinek drogi, tak aby spływająca z góry woda niczego nie podmywała i nie powodowała problemów. (opr. rkh)
