K6 INFO – LOKALNY SERWIS INFORMACYJNY REGIONU SŁUPSKIEGO

Strażnicy dorobku życia

0

Do naszej redakcji zgłosił się lęborczanin z niecodziennym problemem. W trakcie eksmisji część rzeczy należących do mężczyzny pozostawiono w miejscu, w którym miał znajdować się przeznaczony na nie blaszak. Lęborczaninowi w pilnowaniu dorobku życia pomagają zaniepokojeni sytuacją przyjaciele.

Różne bywają koleje losu. Czasami trzeba opuścić miejsce dotychczasowego zamieszkania i rozpocząć życie na nowo. Podobnie było z Kazimierzem Pelowskim, który został eksmitowany do lokalu przy ulicy Bema. Problem w tym, że nie wszystkie rzeczy należące do lęborczanina zmieściły się w jego nowym lokum i są obecnie składowane na podwórku, pod plandeką. Mężczyzna twierdzi, że jeszcze przed eksmisją otrzymał w Miejskim Zarządzie Gospodarki Komunalnej w Lęborku zapewnienie o przydzieleniu mu dostępu do blaszanej komórki na opał, w której będzie mógł przechować część swojego dobytku. Kazimierzowi Pelowskiemu chodziło o to, jak mówi, żeby to nie musiało stać na dworze. – Obiecała mi pani Sabina, że będzie kontenerek stał, aby pomieścić te rzeczy, które w mieszkaniu się nie zmieszczą. Niestety, tak się nie stało – mówi lęborczanin.

Mieszkańcowi miasta w pilnowaniu przedmiotów pomagają przyjaciele, którzy nie kryją swojego oburzenia zaistniałą sytuacją. – Cały czas ktoś w oknie musi stać. Jak nie ja, to koleżanka, bo okolica jest taka, że nie wiem, czy tu może coś zginąć. Podeszła raz jakaś pani i spytała o kanapę. Czy może ja zabrać – opowiada K. Pelowski.

Tutaj niestety prowizorka taka – mówi pan Irek, przyjaciel wyeksmitowanego lęborczanina wskazując na rzeczy przykryte grubą czarna folią. – Trzeba czuwać dzień i noc. W każdej chwili może coś zginąć. Nikomu nie mogę nic zarzucić, ale trzeba być czujnym. I ci pilnujący państwo mają nieprzespana noce. Uważam, że jest to duża wina miasta, że nie udostępniła pomieszczenia, żeby to zostało zabezpieczone. Zadaszonego przede wszystkim. Takich rodzin w Lęborku jest mnóstwo, więc niech ktoś coś zrobi z tym.

To nie jedyny problem, z którym musiał zmierzyć się pan Kazimierz. W mieszkaniu nie ma też dostępu do bieżącej wody. – Umyć to muszę się w muszli. Nie ma zlewu, ani brodzika. Niczego takiego – skarży się pan Kazimierz.

Dzisiaj spotkanie z dyrektorką Miejskiego Zarządu Gospodarki Komunalnej w Lęborku nie było możliwe. Drogą elektroniczną przekazano nam stanowisko w tej sprawie oraz dokumentację fotograficzną.

(…)Jak widać na załączonych fotografiach Pan Pelowski nie tylko nie wywiązywał się z obowiązku uiszczania opłat czynszowych za lokal przy ul. Al. Wolności – co było podstawą wydania przez Sąd wyroku eksmisji, ale także po zakończeniu zamieszkiwania w nim nie przeprowadził obciążających go napraw. W związku z powyższym w celu spełnienia obowiązku zapewnienia w lokalu przy ul. Bema niezbędnych urządzeń z poprzednio zamieszkiwanego lokalu zostały przeniesione zlewozmywak oraz kuchenka. Natomiast jako nowa została zainstalowana muszla ustępowa oraz kompleksowo wyremontowany – przestawiony, piec kaflowy. Co do kwestii montażu dodatkowych urządzeń – takich jak np. brodzików, wanien, umywalek, przepisy (…) ustawy nie nakładają na wynajmującym takiego obowiązku. W związku z tym ich ewentualny montaż leży po stronie najemcy lokalu.

W sprawie komórki gospodarczej tzw. blaszaka, w związku z brakiem ze strony Pana Pelowskiego woli porozumienia się w sprawie dobrowolnego opuszczenia lokalu przy ul. Al. Wolności i przeprowadzenia się do lokalu przy ul. Bema, kwestia ta nie była przedmiotem żadnych uzgodnień. Przed rozpoczęciem okresu grzewczego Panu Pelowskiemu zostanie wskazane pomieszczenie gospodarcze, służące do zmagazynowania w nim opału.”

Ze względu na obszerną treść odpowiedzi MZGK w Lęborku na redakcyjne pytania, zostanie ona zamieszczona na naszej stronie internetowej – kanal6.pl – w zakładce Varia. (opr. rkh)

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.