K6 INFO – LOKALNY SERWIS INFORMACYJNY REGIONU SŁUPSKIEGO

Zielna, zielna…

0

Muzeum Kultury Ludowej Pomorza w Swołowie tradycyjnie już zorganizowało imprezę z okazji święta Matki Boskiej Zielnej. Obrzędom kościelnym towarzyszyły liczne atrakcje przygotowane w Zagrodzie Albrechta.

W czwartkowe przedpołudnie przed kościołem pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny wystawiono stoisko z wiązankami z ziół przygotowanymi przez słupskich działkowiczów. Datki wrzucane do puszki przeznaczone były dla głodujących dzieci w Burundi. Chętnych do poświęcenia ziół i zabrania ich do domu nie brakowało i nie wszyscy zmieścili się w skromnym wiejskim kościółku. Ks. Władysław Kitajgrodzki (plik 00201) prowadzący świąteczną mszę nie zapomniał o tych, którzy stali przed świątynią. Wyszedł przed nią i poświęcił także trzymane przez nich zioła.

Tradycyjnie już święto Matki Boskiej Zielnej rozpoczyna czas dożynek, a więc okres dziękczynienia za plony i wspólnej zabawy. W Zagrodzie Albrechta swołowscy muzealnicy rozstawili kramy, na których zagościli nie tylko zielarze. W namiocie Akademii Pomorskiej uczono się składania bukiecików z ziół, wiązania ich w wianki i zdobienia. Z fachowej pomocy w tej – jak się okazuje – niełatwej sztuce korzystali tak dorośli, jak i ich pociechy. Pojawiły się także gotowe już produkty zielarskie, które budziły zrozumiałą ciekawość. Ich naturalne walory i skład znane są przecież od wieków. Owocami swojej pracy chwalili się również działkowcy. Wśród ogrodowych plonów można było znaleźć okazy nietypowe dla naszych ziem. Jeden z działkowców zaprezentował uprawiany przez niego w ogrodzie czosnek kanadyjski.

Kramy obfitowały w domowe przetwory, wśród których nie brakowało kiszonych ogórków, ale prym wiodły soki i syropy, które często stały obok nalewek i wina domowej roboty. Różnorodne miody oferowali pszczelarze, a przy stoiskach gastronomicznych można było się posilić i ugasić pragnienie. Dopisali rękodzielnicy i poszukiwacze nie tylko regionalnych pamiątek także znajdowali coś dla siebie. Na pewno nie nudzili się najmłodsi uczestnicy tego festynu. Z zapałem wypełniali cegłami szachulcową konstrukcję, gdy w tym samym czasie ich opiekunowie próbowali swoich możliwości szczudlarskich. Pragnący odpoczynku znajdowali sobie miejsce na hamakach.

W takiej sielskiej atmosferze i w typowo wiejskim pejzażu spędzało świąteczny czas blisko trzy tysiące słupszczan i turystów. Odpustowy festyn trwał do późnych godzin popołudniowych, ale nawet przed jego zakończeniem do Swołowa spieszyli kolejni, nieco spóźnieni goście.

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.